Nie wiem co czujesz i nie wyobraże sobie tego. Ale widzę że walczysz, bo wbrew pozorom cały Twój blog jest pełen nadziei i wiary w to, że "jutro możemy być szczęśliwi". Nie Ty jedna, nie pierwsza i nie ostatnia masz taki problem. Z najbliższego otoczenia mogłabym podać kilka przykładów (włącznie z samą sobą) osób, które w poszukiwaniu ciepła, bliskości, miłości trafiły pod zły adres. W wyniku tego poraniły siebie, a często tą drugą osobe też. Niektórym już udało się uwolnić z tego bagna. Co nie było procesem ani łatwym ani krótkotrwałym. Ale wyszli z tego. Są mocniejsi. I co najważniejsze wiedzą już jaki błedów trzeba unikać by na własne życzenie nie pozbawiać się radości życia. A gdy się z tego uwolnisz to będziesz zszokowana jak życie potrafi zaskoczyć i podesłac nam wartościowych ludzi którzy zapełnią tą pustkę i zasklepią rany :-)
Ponawiam propozycję Natalio- może wspólny krótki wypad np w Gorce? Obiecuje że nie będę się wymądrzać :-) Moge tylko słuchać Ciebie, ewentualnie razem możemy posłuchać koncertu wiatru czy cichego bicia serca gór ;-) Pod warunkiem, że liczba zaliczeń czekających mnie w sesji poprawkowej będzie stosunkowo do przeżycia :-)
Żyje... ale lekko nie jest. Za dużo mam obowiązków i wszystkim chce sprostać. Jestem zmęczona. Jedyne co mnie trzyma w równowadze psychicznej to perspektywa wyjazdu w góry ze znajomymi. Musi wypalić, bo inaczej oszaleje. Buziaki Ps. powodzenia w unikaniu toksyków :-) Wbrew pozorom nie jest trudno ich zdemaskować ;-)
oj jest, jest jest. kto wie, czy ja sama nie mam w sobie toksyczności. i może dlatego takich przyciągam. kiedy jedziesz w te góry? odezwij sie do mnie na blogu.
Komentarze (7):
nawet nie wiesz, jak mnie to wszystko boli.
ale przetrwam, bo muszę.
bolo to, że zmarnowalam pół roku życia, że myślałam, że będzie dobrze teraz już.
Nie wiem co czujesz i nie wyobraże sobie tego. Ale widzę że walczysz, bo wbrew pozorom cały Twój blog jest pełen nadziei i wiary w to, że "jutro możemy być szczęśliwi".
Nie Ty jedna, nie pierwsza i nie ostatnia masz taki problem. Z najbliższego otoczenia mogłabym podać kilka przykładów (włącznie z samą sobą) osób, które w poszukiwaniu ciepła, bliskości, miłości trafiły pod zły adres.
W wyniku tego poraniły siebie, a często tą drugą osobe też.
Niektórym już udało się uwolnić z tego bagna. Co nie było procesem ani łatwym ani krótkotrwałym. Ale wyszli z tego. Są mocniejsi. I co najważniejsze wiedzą już jaki błedów trzeba unikać by na własne życzenie nie pozbawiać się radości życia. A gdy się z tego uwolnisz to będziesz zszokowana jak życie potrafi zaskoczyć i podesłac nam wartościowych ludzi którzy zapełnią tą pustkę i zasklepią rany :-)
Ponawiam propozycję Natalio-
może wspólny krótki wypad np w Gorce? Obiecuje że nie będę się wymądrzać :-)
Moge tylko słuchać Ciebie, ewentualnie razem możemy posłuchać
koncertu wiatru czy cichego bicia serca gór ;-)
Pod warunkiem, że liczba zaliczeń czekających mnie w sesji poprawkowej będzie stosunkowo do przeżycia :-)
hej. dzięki za odpowiedzi.
moze napiszę do Ciebie maila.
teraz jak wiesz piszę magisterkę.
nikt nie wie, jak będzie.
czy Ty żyjesz?
jak sie miewasz?
wiesz co?
ja wiem, kogo mam unikać. toksykow.
tool, schizm.
zo znaczy rozłam.
slipknot, danger, keep away
Żyje...
ale lekko nie jest.
Za dużo mam obowiązków i wszystkim chce sprostać.
Jestem zmęczona.
Jedyne co mnie trzyma w równowadze psychicznej to perspektywa wyjazdu w góry ze znajomymi. Musi wypalić, bo inaczej oszaleje.
Buziaki
Ps. powodzenia w unikaniu toksyków :-) Wbrew pozorom nie jest trudno ich zdemaskować ;-)
oj jest, jest jest.
kto wie, czy ja sama nie mam w sobie toksyczności.
i może dlatego takich przyciągam.
kiedy jedziesz w te góry?
odezwij sie do mnie na blogu.
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna