I tak warto żyć!

7.01.2009

 
Posted by Picasa

Komentarze (7):

11 stycznia 2009 00:17 , Blogger paranoid pisze...

nawet nie wiesz, jak mnie to wszystko boli.
ale przetrwam, bo muszę.
bolo to, że zmarnowalam pół roku życia, że myślałam, że będzie dobrze teraz już.

 
11 stycznia 2009 08:24 , Blogger Sylvie pisze...

Nie wiem co czujesz i nie wyobraże sobie tego. Ale widzę że walczysz, bo wbrew pozorom cały Twój blog jest pełen nadziei i wiary w to, że "jutro możemy być szczęśliwi".
Nie Ty jedna, nie pierwsza i nie ostatnia masz taki problem. Z najbliższego otoczenia mogłabym podać kilka przykładów (włącznie z samą sobą) osób, które w poszukiwaniu ciepła, bliskości, miłości trafiły pod zły adres.
W wyniku tego poraniły siebie, a często tą drugą osobe też.
Niektórym już udało się uwolnić z tego bagna. Co nie było procesem ani łatwym ani krótkotrwałym. Ale wyszli z tego. Są mocniejsi. I co najważniejsze wiedzą już jaki błedów trzeba unikać by na własne życzenie nie pozbawiać się radości życia. A gdy się z tego uwolnisz to będziesz zszokowana jak życie potrafi zaskoczyć i podesłac nam wartościowych ludzi którzy zapełnią tą pustkę i zasklepią rany :-)

 
20 stycznia 2009 22:10 , Blogger Sylvie pisze...

Ponawiam propozycję Natalio-
może wspólny krótki wypad np w Gorce? Obiecuje że nie będę się wymądrzać :-)
Moge tylko słuchać Ciebie, ewentualnie razem możemy posłuchać
koncertu wiatru czy cichego bicia serca gór ;-)
Pod warunkiem, że liczba zaliczeń czekających mnie w sesji poprawkowej będzie stosunkowo do przeżycia :-)

 
27 stycznia 2009 00:06 , Blogger paranoid pisze...

hej. dzięki za odpowiedzi.
moze napiszę do Ciebie maila.
teraz jak wiesz piszę magisterkę.
nikt nie wie, jak będzie.

 
27 stycznia 2009 22:04 , Blogger paranoid pisze...

czy Ty żyjesz?
jak sie miewasz?
wiesz co?
ja wiem, kogo mam unikać. toksykow.

tool, schizm.
zo znaczy rozłam.
slipknot, danger, keep away

 
28 stycznia 2009 06:45 , Blogger Sylvie pisze...

Żyje...
ale lekko nie jest.
Za dużo mam obowiązków i wszystkim chce sprostać.
Jestem zmęczona.
Jedyne co mnie trzyma w równowadze psychicznej to perspektywa wyjazdu w góry ze znajomymi. Musi wypalić, bo inaczej oszaleje.
Buziaki
Ps. powodzenia w unikaniu toksyków :-) Wbrew pozorom nie jest trudno ich zdemaskować ;-)

 
31 stycznia 2009 15:39 , Blogger paranoid pisze...

oj jest, jest jest.
kto wie, czy ja sama nie mam w sobie toksyczności.
i może dlatego takich przyciągam.
kiedy jedziesz w te góry?
odezwij sie do mnie na blogu.

 

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna